poniedziałek, 20 stycznia 2014

Dwie przyczepy, Adria i Burstner


W miniony weekend kupiliśmy  przyczepę :)
Jest to nasza druga przyczepa, opiszę więc obydwie, dla porównania :)

PIERWSZA
Adria Unica 360 (360 to również długość podłogi w centymetrach)
DMC 1000 kg, MW 664 kg, wyjątkowo duża ładowność 336 kg !
Stabilizator jazdy westfalia.

4 miejsca do spania:
- podwójne łóżko z przodu (bardzo wygodne) oraz z tyłu łóżko piętrowe (z drabinką i zabezpieczeniem), tapicerka w idealnym stanie
- dolna piętrówka oraz podwójne łóżko, na dzień składane w kanapy i stoły
- górne łóżko przystosowane fabrycznie do złożenia tak, aby zamiast niego powstały dodatkowe szafki.

Kuchnia po prawej stronie od wejścia:
kuchenka 3 palnikowa, zlew, lodówka na prąd i gaz, szafki na dole i górze, oświetlenie pod górnymi szafkami, żaluzje w oknie kuchennym.

Łazienka na wprost wejścia:
WC nowego typu, obrotowe, kasetowe (opróżniane na zewnątrz) ze wskaźnikiem przepełnienia, umywalka, szafki, lustro, okno dachowe.

Piękny, zupełnie nowy, przedsionek z zasłonkami, dodatkowo zamontowane ledy do oświetlenia przedsionka. Możliwość dopięcia letniego daszka, który też oczywiście mamy :)

Rewelacyjny "oddychający" pokrowiec na przyczepę (obecnie stoi w niego "ubrana"), ogrzewanie elektryczne.

W oknach rolety (srebrne, termiczne) i moskitiery.

Przyczepę mamy trzeci rok, przejechała z nami sporo kilometrów (dwa razy na południe Europy, raz nad Bałtyk, oraz objazd po Polsce - ponad 2800 km, że nie wspomnę o wielu krótszych wypadach...)









Od pewnego czasu szukałam większej przyczepy. Uparłam się na konkretny układ wnętrza, nie najpopularniejszy, co zawęziło obszar poszukiwań. Do tego byłam dość wybredna, bo przecież miałam czym jeździć. Poza tym kupowanie używanej przyczepy wygląda podobnie do kupowania używanego samochodu (żaden nie bity, używany przez niepalącą starszą panią, garażowany, wszyscy wiemy...)

W środę zobaczyłam ogłoszenie (wystawione niespełna godzinę wcześniej) i zadzwoniłam. Pan zaklepał mi przyczepę do soboty.
Pojechaliśmy na oględziny. Po ponad dwóch godzinach sprawdzania, oglądania, wąchania (tak, tak, przyczepę należy zwłaszcza obwąchać) zapieliśmy Burstnera na hak :)
Sprowadzony z Francji, od rodziny, której karawning nie przypadł do gustu, praktycznie nieużywany, w dodatku po bardzo okazyjnej cenie :)

Jest dokładnie taki jak sobie wymarzyłam :

Burstner Amara 400 ts (w tym przypadku symbol nie oznacza długości podłogi, ma 5 metrów)
DMC nadal 1000 kg (kosztem mniejszej ładowności)
Stabilizator jazdy alko.

4 miejsca do spania:
- na przodzie stałe łóżko małżeńskie z wielkim schowkiem pod spodem
- na przeciw drzwi łózko składane na dzień w stoły i kanapy.

Kuchnia na lewo od wejścia, czyli na tyle przyczepy tak jak chciałam.
Dla mnie to spora zaleta:
- ciepłe powietrze z wylotu lodówki nie leci do przedsionka
- zapachy z gotowania, jak wyżej...
- lodówka zasilana prądem lub gazem, zlew, kuchenka, szafki, miejsce na czajnik, oświetlenie, ciepła woda.

Łazienka, obok kuchni:
WC nowego typu, kasetowe (opróżniane na zewnątrz),  umywalka, szafki, lustro, wywietrznik dachowy,
PRYSZNIC, którego oczywiście używa się w sytuacjach awaryjnych (łatwiej na kempingu iść do budynków sanitarnych, ale zawsze może się przydać), ciepła woda, ogrzewanie gazowe.

Standardowo rolety termiczne i moskitiery.

Z "nowości" najbardziej cieszy nas okno heki (duże okno w dachu, pożądane przez posiadaczy przyczep) oraz okienko w drzwiach :)

Nie ma przedsionka, ale z pewnością dokupimy :)

Oby jeździło się Burstnerem tak dobrze jak Adrią!














2 komentarze:

  1. Super artykuł. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :) Mamy kolejną :)
    https://ewajedziedo.blogspot.com/2016/09/ach-co-to-by-za-weekend.html

    OdpowiedzUsuń